niedziela, 5 września 2010

London calling!

Będąc wyznawczynią zasady, że szkoda życia, by w wakacje jeździć dwa razy w te same miejsca i lepiej zobaczyć coś nowego, dla Londynu złamałam swoje postanowienie. Stolicę Wielkiej Brytanii odwiedziłam pierwszy raz, kiedy miałam ok. 10 lat, a po raz drugi, już bardziej świadomie, byłam tam w zeszłym roku, o czym mogliście poczytać tutaj i tutaj. Gdy w tym roku trafiła mi się okazja, by do Londynu pojechać znów, z kilku powodów nie mogłam odmówić :) Po pierwsze, Londyn darzę już swego rodzaju miłością i to uczucie do miasta wciąż we mnie kiełkuje; po drugie, nie znam drugiego tak fajnego miejsca na zakupy :) (tanie sklepy, sieciówki, pchle targi...); po trzecie, sam mój wyjazd był dość tani, więc tym bardziej nie mogłam przepuścić takiej okazji ;)

Mam nadzieję, że ktoś z Was będzie miał ochotę, by przebrnąć przez tą ilość zdjęć :)

Kiedy przybyliśmy już na angielską ziemię...



... oczywiście od razu poszliśmy przywitać się z Królową :)





Na chwilę przenieśliśmy się w czasie... [oni naprawdę grali w krykieta w St. James Park, to nie było robione na potrzeby np. produkcji filmowej czy sesji zdjęciowej :) ]



... ale Big Ben nadal stoi tam, gdzie stał :)



Nasi tu byli! :)



Dalej tropiliśmy polskie ślady.



Czasem niektórzy mieli już dosyć... [no, sorry, ale Muzeum Wojny, choć naprawdę bardzo ciekawe, nie jest tym, co tygryski lubią najbardziej i nie zmieniło się za bardzo od czasu, kiedy byłam w nim rok temu, a z racji tego, że mój brat jest pasjonatem militariów, teraz w ciągu tygodnia byłam w tym muzeum 2 razy... :P ]



Chyba moje ulubione, Muzeum Historii Naturalnej w pięknym budynku.





U Madame Tussaud's spotkaliśmy kilku przystojniaków...



... paru starych znajomych...



... ale nowe znajomości też zawarliśmy :)



Nowe miłości rozkwitły...



... a z Beyonce podbijaliśmy parkiet ;)



London Eye









Nawet nie pomyślałam, że tęczę powstałą w fontannie będzie widać na zdjęciach :)



Na Trafalgar Square było trochę wietrznie tego dnia i w czasie robienia zdjęć zawiało tak, że strumienie z fontanny oblały mi plecy tak, że koszulkę i spodnie miałam widocznie mokre ;P



Alejki w Hyde Parku.



Z 800 zdjęć z Londynu wybrałam ok. 30, które chciałam Wam pokazać, ale i to uznałam za oszałamiającą liczbę i zdecydowałam się podzielić tę porcję na dwa posty. Następnym razem będą zdjęcia z Camden Town, które jest moim tegorocznym odkryciem, a także pokażę Wam, co kupiłam :)

I jeszcze krótko, gdyby kogoś zainteresowała któraś z części mojej garderoby :)
- pumpiaste jasne spodnie House, bluzka z bufkami Stradivarius, pleciona karmelowa torebka Orasy, białe trampki no name,
- marynarki t-shirt Tesco (dział dziecięcy), tulipanowe spodnie w kolorze kawy z mlekiem House, bransoletka z Turcji.

3 komentarze:

  1. Ja się jutro wybieram do Anglii, ale Londynu tym razem nie uda mi się odwiedzić. Byłam tam również w tamtym roku ;))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. ach, Londyn chciałabym go kiedyś odwiedzić ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Przebrnęłam przez wszystkie fotografie i muszę powiedzieć, iż zazdroszczę takiej okazji i zobaczenia Londynu po raz kolejny :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze